Na fali promocji filmu „The wolf of Wall Street” sporo
wszędzie ostatnio Martina Scorsese. W nominacjach do Oskara na przykład. Dziś TVN
pokazuje „Infiltrację”, ze świetną rolą Leonardo di Caprio i nieco zbyt gwiazdorskim
Jackiem Nicholsonem.
Canal+ z kolei pokazał dokument nakręcony przez Scorsese o
George’u Harrisonie, jednym z dwóch mniej znanych Beatlesów. Okazuje się, że Harrison
był nie tylko świetnym muzykiem, ale także wspaniałym człowiekiem z ogromnym
poczuciem humoru. To między innymi on sfinansował produkcję „Monty Python’s
Life of Brian” kiedy pierwotny producent filmu po przeczytaniu scenariusza wycofał
się na dwa dni przed rozpoczęciem zdjęć. O jego poczuciu humoru świadczy też
inna historia. W grudniu 1999 roku do domu Harrisonów wtargnął naćpany wariat,
któremu udało mu się dostać do sypialni na piętrze i tam kilkakrotnie ugodzić
George’a Harrisona nożem i poturbować jego żonę. Małżonkom udało się w końcu
obezwładnić napastnika. Przyjechała policja i pogotowie. Okazało się, że
Harrison był tak mocno ranny, że musiał być transportowany na noszach. Kilka
dni wcześniej w domu Harrisonów zaczęło pracę dwoje nowych ludzi. Kiedy
Harrisona znoszono z góry, ludzie ci stali przy schodach, a on, ledwie mogąc
mówić zapytał: „And how do you like the job so far?...”
piątek, 17 stycznia 2014
wtorek, 7 stycznia 2014
How are you? - i co teraz
Kiedy Polak pyta Polaka: “Co
słychać?” wiadomo, że należy odpowiedzieć: „Stara bida”. Chyba że ci Polacy to
warszawiacy, wówczas odpowiedź brzmi: „Fantastycznie!” lub „Świetnie” lub „Doskonale”
albo też „Znakomicie”. W wersji niecenzuralnej, lecz częściej spotykanej: „Za-pip!-iście”.
Angielskie niewinne „How are
you?” statystycznego Polaka (ale nie warszawiaka!) wpędza w popłoch, dlatego na
dobry początek roku podrzucam kilka podpowiedzi, które nawet skategoryzowałam,
żeby było łatwiej wybrać.
Dla zwolenników stylu „starej bidy”:
I’m fine,
mind your own business!
I can’t
complain… I’ve tried, but no one listens
Fine,
since I’ve given up hope
Dla urodzonych optymistów:
Excellent,
but improving!
So good I
should be illegal
Great, I’m
so great I almost can’t stand it
Dla radosnych inaczej:
Worse
than yesterday but better than tomorrow
Dla wielbicieli zwierząt domowych:
And how’s your dog?
Dla ukochanych finansistów:
If I were
any better, Warren Buffett would buy me
Dla wielbicieli zdrowego stylu życia:
If I was
doing any better, vitamins would be taking me!
Dla Kłapouchego:
I’m not unwell thank you.
Dla Antoniego Maciarewicza:
Why? What did you hear?
poniedziałek, 30 grudnia 2013
Pora na muszkę
Jakie przyjęcie w naszym
kraju odbywa się w czarnych krawatach? Nie mam na myśli takiego, na które modni
ludzie przychodzą w wąskich, czarnych krawatach wzorowanych na The Beatles. Na
tym, o którym mowa, mężczyźni w każdym wieku - i nawet jeśli nie wiedzą co jest
przebojem mody tego sezonu - przychodzą w garniturach i czarnych krawatach. Myślę
o stypie, choć według mnie ładniej nazwano je w „Samych swoich” Sylwestra
Chęcińskiego – konsolacją. Konsolacja nie kojarzy się nam raczej z Gwiazdką. A
jednak w pokazanym kilka dni temu filmie klasy B, typowym dla Bożego Narodzenia,
gwiazdkowe przyjęcie „black tie” (czarny krawat) przetłumaczone zostało jako "przyjęcie
w czarnych krawatach”. Smutne byłoby to gwiazdkowe przyjęcie. Faktycznie chodzi
jednak o przyjęcie w strojach wieczorowych. W przeciwieństwie do wydarzenia „white
tie” (biały krawat), absolutnego szczytu elegancji – takiego jak premiera w
operze czy kolacja u królowej – kiedy to należy wbić się w strój galowy. Bierze
się to od czarnej i białej muszki zakładanej przez mężczyzn do fraka. Dwieście
lat temu.
![]() |
| Źródło: blog.blacktieguide.com |
A na rysunku powyżej mężczyzna elegancki - gatunek dość często jeszcze spotykany w latach 50, obecnie na wymarciu.
środa, 27 listopada 2013
"Trudny wybór" J.K. Rowling
Porównanie, które mnie się szczególnie podoba:
"Mozolna wędrówka Krystal przez kolejne etapy szkolnej edukacji przypominała podróż kozy przez układ trawienny boa dusiciela - była boleśnie widoczna i nieprzyjemna dla obu stron".
poniedziałek, 25 listopada 2013
Niezłe ziółko
Owoce Korzennika
lekarskiego, po łacinie Pimenta dioica, są przyprawą o chyba największej
liczbie nazw. Po polsku zwane po prostu zielem angielskim, bo przywędrowało z
Anglii, gdzie rozpropagowali je kolonialni kupcy. Kiedy ziele angielskie
dotarło na Wyspy Brytyjskie sądzono, że jest mieszanką wielu przypraw, dlatego
nazwano je: „allspice”. Ale na Wyspach mówi się też na nie Jamaica pepper, Myrtle pepper, Pimento albo newspice. Francuzi,
wyczuwający w aromacie ziela jednocześnie aromat gałki muszkatołowej, imbiru,
goździków i pieprzu nazwali przyprawę „quatre-épices”, ale równocześnie
funkcjonują nazwy Piment de la Jamaïque, poivre de la Jamaïque, tout-épice,
piment-giroflée, poivrier-giroflée, poivre aromatique i bois d'Inde. Nie
ułatwia sprawy fakt, że „quatre-épices” jest również nazwą sprzedawanej
mieszanki wymienionych wcześniej czterech przypraw, wymieszanych najczęściej w
równych proporcjach. Choć czasem pieprz zastępowany jest cynamonem. I
weź tu człowieku coś ugotuj…
niedziela, 17 listopada 2013
John Lewis na Święta
Święta z dużej, bo nie chodzi o święta tak w ogóle, wszystkie, ale te najbliższe, które najbardziej lubimy i które nazywamy w skrócie Świętami, choć nazywają się w istocie świętami Bożego Narodzenia. Są też święta Wielkiej Nocy, ale wtedy mówimy po prostu "Wielkanoc", podobnie jak w przypadku "Dnia Niepodległości", "Trzeciego Maja", "Bożego Ciała". Święta po prostu i z dużej litery są raz w roku, tuż przed jego końcem. No i właśnie na nie brytyjski dom handlowy John Lewis nakręcił tradycyjną metodą rysunkową krótki film reklamowy, do którego link poniżej, a jeszcze niżej do filmu o tym, jak wiele pracy wymagało jego nakręcenie:
![]() |
| The Bear who had never seen Christmas |
![]() |
| The Bear and the Hare - behind the scenes |
Subskrybuj:
Posty (Atom)


